jesli w sobote bylo haloween... 2009-11-02 14:17:23

... to oznacza to ze od niedzieli jest juz Boze Narodzenie... Masakra, jak wszedzie tylko tu jak zwykle jest wszystko "bardziej" w stosunku do reszty swiata. I tak w sobote Shibuya przemienila sie w jedna wielka halowinowa impreze. Tak jak w Shibui zawsze jest tlok przepotworny (sprawdzilam juz chyba wszystkie pory dnia i nocy, az sie zastanawiam kiedy dzialaja sluzby miejskie sprzatajace), tym razem bylo po prostu tematycznie. Najpierw bylam na kolacjo-urodzinowej imprezie niespodziance chlopaka przyjaciolki z expo jeszcze (Japonki) gdzie bylam jedyna gaijinka (choc wiekszosc Japonczykow mieszkala kiedys w us&a przynajmniej przez jakis czas...), potem poszlismy do Irish pubu (tam moi byli jedynymi Japonczykami), i skonczylismy na overnight karaoke, tym  samym co w Lost in Translation. I tak wrocilam do domu o 7 rano wybawiona po wszeczasy (jedna z najlepszych imprez w moim zyciu...). I zostalam absolutna fanka seppukuchu (czyli doslownie "w trakcie seppuku") - pikachu z pokemonow z nozem wbitym w brzuch i oblany krwia :D
Mimo ze Japonczycy pracuja jak nigdzie, tak samo szybko i fajnie umieja sie bawic :))))
Poza tym mnostwo nauki, i chyba zostane stalym bywalcem biblioteki Uniwerku Tokijskiego (jest super a jaka maja stolowke!!!). Do szkoly chodzic uwielbiam, moja klase tez, dalej zwiedzam Tokio i coraz bardziej mi sie tu podoba. Ciagle sie dziwie ze tu wystarczy wyjsc z domu zeby miec jakies przygody  :) Okazalo sie ze mieszkam w najbardziej offowym miejscu w calym miescie i wszyscy japonscy i nie tylko znajomi mi zazdroszcza :)
I tak niewiele pisze bo jak sie cos dzieje to nie ma kiedy opisywac, a jak jestem w fazie naukowej to nie ma co pisac (no chyba ze ogladam filmy po kungfu po chinsku z japonskimi napisami... ) :) A, i nie polecam Akihabary. Tam jest dziwnie. Tak jak w Tokio jest bezpiecznie, tam niekoniecznie... bylam z Keita w zeszla sobote po odkurzacz z ktorym potem chodzilismy w deszczu po kawiarniach po dzielnicy ksiazkowo antykwariatowej (Jimbocho) :)
Pogoda albo japonkowa (bardzo cieplo) albo tajfun, w kazdym razie jesien dopiero sie zaczyna i nie ma depresyjnej atmosfery...

skomentuj (0)

zycie codzienne w Tokio... 2009-10-18 17:34:18

... jest bardzo intensywne. Dlatego spie po 4-5h i nie wyrabiam sie z niczym, bo a to zwiedzam miasto, a to sie z kims spotykam. Albo ide przymierzac Loboutiny, albo wpadam na aktorow z ulubionego amerykanskiego serialu. Nauki mam strasznie duzo szczegolnie ze ciagle mamy jakies testy i po prostu nie wypada sie nie uczyc. Impreza w akademiku byla fantastyczna i tak sie przeciagnela na reszte tygodnia. A caly czas odkrywam kto jeszcze jest w Tokio ze starych mniej lub bardziej znajomych :) W srode zwatpilam ze jestem w stanie sie dogadac po japonsku. Mialam miec wieczorem rozmowe kwalifikacyjna na doktorat w Polsce (bez przekonania sie zglosilam, ale oferta jest swietna) i tak udalam sie na poszukiwania kawiarenki internetowej z mozliwoscia skypowania z kamerka bo taki byl wymog, a w domu mialam problem z netem. Okazalo sie ze tu nawet kiedy istnieja kawiarenki internetowe to albo nie mozna uzywac skype, albo go po prostu nie maja. W desperacji udalam sie do salonu mangowego gdzie mial byc internet.  Od wejscia zostalam osaczona porno mangami. Niby wszystko mialo byc ok i wydawalo mi sie ze umowilam sie ze przyjde z wlasnym komputerem, lecz kiedy przyszlam okazalo sie ze wlasnego nie mozna uzywac a te ktore tam maja to stare komputery w boksach, bez kamerki i moza sobie na nich ogladac filmy albo w takim boksie czytac hentaie... Dalej udalam sie do mcdonalda ale okazalo sie ze tam tez trzeba sie zalogowac jakos zewnetrznie i tak w ostatniej chwili uratowala mnie Basia, zona kolegi z Expo ktora mieszka 15 min ode mnie w owym akademiku Todaiu... zatem dzien pelen wrazen.
Nagotowalam z Pania golabkow na kolacje z jej znajomymi :) Musze sobie wreszcie przygotowac zestaw potraw polskich dla zagramanicznych...
A w piatek pojechalam zaraz po zajeciach do Kioto, bo moj Japonczyk (Hilton) zaprosil mnie na wieczor z Geiszami do Gion :))) pojechalam sobie Shinkansenem (w szpilkach i malej czarnej i jak dobieglam w koncu do pociagu to wszystko mnie bolalo od przedzierania sie tak przez Tokio...) a potem zesmy sie przespacerowali kolo kyomizudery i pojechalismy taka kiotowa riksza do Gion do herbaciarni, gdzie juz na nas czekano. Czyli taka randka z prawdziwego zdarzenia :))) taki wieczor jest super. Wnetrza cudowne i siedzi sie z Gejszami i Maiko i one zabawiaja rozmowa i podaja do stolu mnostwo pysznosci. Byla tez czesc taneczna. I wszystko jest tak jak w ksiazkach i filmach... fryzury, makijaz. Maiko czesza sie raz na tydzien i musza na prawde spac na takiej pudelko-poduszce zeby zachowac fryzure. Teraz podczas kryzysu mnostwko herbaciarni padlo i przeksztalcilo sie w restauracje...
Nastepnego dnia pozwiedzalam troche Kioto, pilam Machya latte z azuki (ochydztwo) w palarni kawy przy Gion. Spotkalam sie z polska doktorantka z Kiodaya ktora zupelnie potwierdzila moje wyobrazenia o doktoracie w Japonii czyli juz zupelnie rezygnuje. Natomiast na koniec, chwile przed odjazdem pociagu zdazylam znalezc dom Japonek ktore oprowadzalam przed wyjazdem do us&a po Warszawie i bardzo sie zaprzyjaznilysmy (przyslaly mi kimono z obi na swieta), ale nie mialam ich telefonu. No i tak wpadlam na spodkanie japonskiego klubu ksiazki w starej przekazywanej z pokolenia na pokolenie fabryce kimon. Piec lat temu zostala przeksztalcona w dom kultury :) zatem zostawilam swoje nowe namiary i dzis spotkalam sie z Maiko bo mieszka w Tokio :DDD
Na ulicach tlok jest niemozliwy ale juz opanowalam trawers na drugi brzeg rzeki Japoncow pedzacych do pracy.
No i tak ciagle sie cos dzieje, powinnam sie zaczas wreszcie porzadnie uczyc zamiast ciagle sie hangoutowac.... Tylko pracy jeszcze nie zaczelam szukac...

skomentuj (3)

o tajfunie i nie tylko 2009-10-11 09:13:19

Gosia! Oj tak... strasznie sie balam bo wialo i padalo potwornie, cala noc nie spalam, a rano pierwszy dzien w szkole. Patrzac za okno zastanawialam sie czy w ogole isc, ale postanowilam sie nie poddawac i ubralam sie jak na kleske zywiolowa przystalo. Tylko wygladalam jak swiateczny prezent pod wzgeldem kolorow i w ogole... no i wzielam ubrania na zmiane do torby... i kiedy tylko przekroczylam prog domu okazalo sie ze tajfun wlasnie przeszedl... a potajfunowa pogoda jest niestety piekna wiec prezentowalam sie jak ofiara losu przez reszte dnia.

Do czwartku chodzilam sobie po Tokio, bo wszyscy byli zapracowani. I tak mialam sie wybrac do Gosiowego Wloczykija, ale wydarzenia zaczely toczyc sie expresowo i nie udalo mi sie jeszcze tam dotrzec.
Az w nocy zadzwonil Keita, potem poszlam z Yukko (z expo :) ) na lunch bo okazalo sie ze pracuje obok mojej szkoly no i tak sie zaczelo. W miedzy czasie umowilam sie z Sato do Kioto na wieczor z prawdziwymi gejszami na piatek :))) Wczoraj byly targi polskie na ktore poszlam z Keita i oczywiscie byla tam polowa ludzi z expo 2005, czesc z nich pracuje w ambasadzie teraz, i spotkalam mnostwo dawnych znajomych. Wyglada na to ze na brak atrakcji narzekac sie w Tokio nie da :)))) (Oczywiscie wpadlam na nasza Agate!!!). A dzis ide na impreze do akademika uniwerku tokijskiego :))) Zdjecia robie na razie telefonem, wiec to juz niezle. Buziaki.

skomentuj (3)

japonskie linie lotnicze (JAL) ... 2009-10-07 15:50:53

sa cudowne. Niedosc, ze wygodnie, nawet w ekonomiku, smacznie, to jeszcze przysylajac mi zgubiony bagaz pod ustalony adres (choc bylam uziemiona przez wiekszasc dnia) bardzo przepraszali za usterki w walizce. Przerazona, ze dotrze do mnie w kawalkach, zobaczywszy obklejona tasma klejaca babelkowa folie wypchana papierem, mialam niezle zmartwienie. A tu sie okazalo ze ten papier to list do mnie z dokladnymi wytycznymi co i jak. Jak wyaslac walizke do naprawy na ich koszt, ze tylko jedna raczka sie poluzowala itp. A folia chronila tylko list przed zmoknieciem.

Oczywiscie, tam gdzie jestem sa zawsze anomalia pogodowe. I tak tu jest podobno bardzo zimno jak na ta pore roku, choc i tak jest cieplo. Tylko pada.

W czasie uziemienia, odkrywalam uroki japoskiej telewizji. Dzieki temu wiem, ze podczas tajfunu nie mozna wchodzic po drabinie na dach, przebywac obok rzeki oraz morza. Filmy i seriale z japonskim dubblingiem chyba zawsze beda mnie smieszyc, tak samo jak koreanskie doramy (seriale obyczajowe). Programy edukacyjno podroznicze tez sa swietne. Np. program o Wladywostoku i dialogi slicznej pary Rosjan po japonsku: "ooo jak bardzo urodowany bylem mogac oddawac sie zakupom na glownej ulicy" "och to musialo byc fascynujace, zabierzesz mnie tam kiedys prawda?" "ile tu wspanialosci! niesamowite!"- w sklepie House.... Smiesznie jest ogladac ich programy o Europie bo przypominaja ze jestesmy dla nich taka sama egzotyka jak oni dla nas....

skomentuj (1)

big in japan... 2009-10-06 16:42:09

Przy bramce do samolotu do Tokio w Londynie siedzacy obok Anglik zapytal mnie czy to cos jest z nim nie tak czy rzeczywiscie znalezlismy sie na innej planecie. I to takiej na ktorej to my jestesmy alienami (doslownie poniewaz zarejestwowawszy sie jako cudzoziemiec w Japonii dostaje sie "alien card"). Oczywiscie juz na lotnisku w Tokio z bagazami bylam wstanie sie zmiescic tylko w toalecie dla matek z dziecmi. Natomiast bedac o polowe wyzszym od otoczenia przynajmniej tlok nie jest tak bardzo odczuwalny.

Kiedys byla taka reklama Britihs Airways: "Sniadanie w Londynie, obiad w Nowym Jorku", do czego ktos rezolutny i pewnie po przejsciach na heathrow dopisal "a bagaz w Tokio". W moim wypadku sniadanie w Londynie sie a i owszem odbylo, natomiast bagazu w Tokio nie uswiadczylam. Teraz majac dwie pary ubran na zmiane i suszac skarpetki w mikrofalowce czekam az mi przywioza (liczylam na to ze jednak nie bedzie to dluzej niz 2 dni...). Pozytyna stona jest fakt ze nie musialam sie przedzierac z lotniska z wielka walizka, bo dojechanie z Narita do miejsca gdzie mialam zastac Pania u ktorej mieszkam jest co najmniej challenging. I tak spedzilam wieczorne chwile w poczekalni tarczycowej gdzie Pani jest endokrynologiem.

Oczywiscie dalej twierdze ze nie mialam nigdy jetlagu tylko zyje wlasnym czasem, ale dzis poszlam do szkoly na egzamin z jezyka (a nauka tym razem jest moim celem)  nie umiejac przedstawic sie nawet po angielsku z nieprzytomnosci. Nie pomoglo mi to na rozmowie kwalifikacyjnej w opisywaniu (po japonsku) problematyki poruszonej w "Kobiecie z Wydm" Abe Kobo.
I zdarzylo sie cos czego nigdy chyba nie zrozumiem. Czemu Japonczycy traktuja cudzoziemca jak uposledzonego z zalozenia i wszystko mu baaardzo dokladnie tlumacza i pokazuja, natomias na prosby o nie mowienie w keigo nie reaguja tylko powtarzaja jeszcze raz i jeszcze raz to samo jakby wierzac ze za ktoryms razem sie zalapie. Dzis przez telefon zrozumialam dopiero po 5. minutach ale kobieta byla niewzruszona. Choc to tak jakby sadzic ze jesli bedzie sie do kogos niezorientowanego mowilo dostatecznie dlugo i wolno po chinsku np to w koncu zrozumie.
Kolejne zagwostki to np. nakladanie na ekologiczne papierowe torebki w sklepie plastikowej torebki w ochronie przed deszczem. Oraz plastikowe folie ktore trzeba zalozyc na parasol przed wejsciem do sklepu i oczywiscie zdjac po wyjsciu w celu dalszego uzycia parasola. Super jesli sie jest w wirze zakupow i co piec sekund wchodzi do innego sklepu. I tak oto mamy nieziemskie zuzycie plastiku w kraju w ktorym mozliwa jest deportacja z powodu wyrzucania smieci innych niz jest to przewidziane z gory na dany dzien dla konkretnego smietnika, lub po prostu z braku segregacji.

A pada okrutnie.

Warunki mieszkaniowe mam najwspanialsze. To jest jak studio z antresola. Najfajniejsza jest japonska wanna ktora sie programuje samemu i sama trzyma cieplo. I to jest taka wanna ze kiedy sie w niej usiadzie woda jest po szyje. Zyc nie umierac :)))

Czyjes zdjecia z wakacji sa prawie tak nudne jak opowiadanie co sie jadlo na sniadanie i jakiego koloru byla zakupiona sukienka. I tak tez bedzie tu. Niemniej jednak moze pozwoli mi to nie zapomniec kolejnej przygody ktora wlasnie sie zaczela i pamietac o tym ze marzenia sie spelniaja :)

No i na koniec zagadka. Kto stanowi grupe docelowa tej reklamy? http://www.youtube.com/watch?v=hJB-YElKSV8&NR=1

skomentuj (3)

Księga Gości